sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 3

Dziewczyna zgłodniała, więc postanowiła coś przekąsić. Idąc w stronę nadal obsługującego grill Eda, wyjęła z kieszeni telefon. Zegarek wskazywał 01:06. Czas nadzwyczajnie szybko płynął.
- Cześć, cześć. Co masz dobrego dla mnie? – zapytała z uśmiechem Iwo chłopaka.
- Poleciłbym ci w sumie wszystko. Ręczę, że cokolwiek wybierzesz, będzie smakowało wyśmienicie. Sam przygotowałem każdą potrawę – rzekł z dumą wypisaną na twarzy.
- To poproszę jakiś potężny kawał mięcha.
- Dla solenizantki wszystko. Swoją drogą, wszystkiego najlepszego – uśmiechnął się nakładając koleżance jedzenie na talerzyk.
- Dziękuję ci bardzo. Za życzenia i za jedzonko. Daj mi też trochę sałatki, trzeba trzymać linię – wyszczerzyła zęby dziewczyna, klepiąc się po brzuchu.
- Robi się!
Iwona podziękowała i odeszła. Usiadła przy stole i zaczęła pałaszować. Pierwszy raz od dawna smakowało jej mięso z grilla.
Ten Eddy, to jednak ma rękę do gotowania, pomyślała.
- Smacznego – Iv usłyszała za sobą głos Dana.
- Dzięki – odpowiedziała z ustami pełnymi jedzenia
Iwo dokończyła pałaszować w zaskakująco szybkim tempie.
Oczywiście musiałam się znowu ubrudzić, jem jak prosię, pomyślała patrząc na swoje dłonie.
- Podasz mi chusteczki? Są w mojej torebce – poprosiła.
- Nie ma problemu, już szukam.
Chłopak zaczął przeczesywać torbę Iwony. Wyciągnął wszystko na ławkę. Jego uwagę przyciągnęło kilka rysunków.
- OK, znalazłem! Proszę – chłopak podał jej paczkę chusteczek. – Swoją drogą bardzo ładne te prace – wskazał głową w stronę szkiców.
- Dziękuję – powiedziała i wytarła ręce oraz twarz. – E tam, zwykłe bazgroły – uśmiechnęła się skromnie i zaczęła pakować wszystko do torebki. - Idę się przejść, muszę spalić te kalorie.
- Chętnie ci potowarzyszę, jeśli nie masz nic przeciwko.
Iwona tylko skinęła głową, po czym ruszyli wzdłuż plaży. Przez blisko 10 minut panowała cisza, ale żadne z nich nie czuło się niezręcznie. Wręcz przeciwnie, oboje jakby delektowali się szumem fal oraz blaskiem gwiazd i księżyca.
- Może usiądziemy? – zaproponował Dan.
Chłopak rozłożył swoją kurtkę, na której oboje usiedli.
- Więc jak, zadowolona z imprezy? – zapytał. – Jakoś nie mogłem wypatrzeć cię w tłumie tańczących, ani oblegających altany ludzi.
- Tak wyszło – uśmiechnęła się Iv. – Mimo to, miło spędziłam wieczór.
- Cieszę się, Lizzy włożyła w to wszystko całe serce, bardzo jej zależało na tym, żebyś dobrze spędziła swoje urodziny.
- Naprawdę się postarała – rzekła. –  I jak tu jej nie kochać?
Gawędzili przez jakiś czas, poruszając różne tematy. Daniel dużo pytał o zainteresowania Iwo, o to jakiej muzyki słucha i jakie filmy lubi oglądać. Dziewczyna bardzo go polubiła, uważała, że jest naprawdę nadzwyczaj miłym i uroczym gościem.
Rozmowę przerwał dzwonek telefonu Iwony.
- Słucham cię – zaakceptowała połączenie.
- Gdzie ty do cholery jesteś?! – zapytała zdenerwowana Alice.
- Na plaży, wyluzuj – dziewczyna zaczęła się śmiać. – Poszłam na spacer z twoim Danem – mrugnęła do towarzysza.
- Jest już późno, ludzie się zbierają, ja też jestem padnięta…
- Rozumiem, będziemy za piętnaście minut, chyba wytrzymasz – zapewniła przyjaciółkę Iv i zakończyła połączenie. – Musimy się zbierać, Al na nas czeka. Rusz swój tyłek – zwróciła się do niebieskookiego z uśmiechem na twarzy.
Chłopak prychnął niczym niezadowolone dziecko, wstał i podał jej rękę, żeby mogła się podnieść. Otrzepał kurtkę z piasku, po czym ruszyli w stronę miejsca imprezy. Znów nie zamienili ze sobą słowa. Tym razem szli jednak bliżej siebie, a Dan kilka razy delikatnie musnął swoją dłonią, rękę Iwony, niby przypadkiem.
- Jesteście wreszcie – Alice poderwała się z ławki i przytuliła Iwo. – Widzisz z kim mnie zostawiłaś? Byłam na niego skazana przez blisko pół godziny – wyszeptała do ucha przyjaciółce.
Iwona spojrzała na Matta, chłopaka który był zakochany w Liz od jakiś 2 lat, co w sumie było dosyć słodkie, bo wysyłał jej kwiaty i ogólnie robił dziwne rzeczy, żeby tylko jej zaimponować. W tamtej chwili sprawiał wrażenie biednego i zagubionego, takiego absolutnie nie na miejscu. Dziewczyna miała ochotę go przytulić albo dać lizaka na pocieszenie.
- No – zaczął Dan – to ogarniajcie się drogie panie, zabieramy się stąd.
Każdy pozbierał swoje rzeczy i udali się do samochodu. Al ciągle mówiła, opowiadała o tym, co ominęło jej kuzyna i przyjaciółkę.
Wszyscy się wygodnie rozsiedli, Liz odpaliła silnik i ruszyli w stronę miasta.
- Co ty tam robisz? – zapytała Iwona i odwróciła się do tyłu w stronę szeleszczącego czymś Daniela.
- Zabrałem co się dało! – wyszczerzył zęby i wskazał torby pełne paczek z chipsami i puszek z piwem. – Przecież nie będziemy siedzieć całą noc o suchym pysku.
- No! W takich chwilach, to ja się nie wstydzę przyznać, że jesteśmy rodziną Smith – rzuciła z aprobatą Alice i spojrzała na przyjaciółkę. – No Iv, chyba nie myślisz o powrocie do domu. Jedziemy do mnie.
- Obiecałam mamie, że wrócę – wymigiwała się dziewczyna.
- Napisałam jej smsa jakieś 3 godziny temu, wszystko załatwione.
- Mhm – mruknęła Iwo i lekko się uśmiechnęła.  – To ja i tak nie mam już nic do gadania.
Al spojrzała na nią, mrugnęła okiem i tylko wzruszyła ramionami szczerząc zęby.
- Włącz radio, słodziaczku – powiedziała do przyjaciółki. – Jako, że jesteś solenizantką, możesz wybrać.
Iwona zaczęła szukać jednego ze swoich krążków w pokrowcach.
- Mam! – z triumfem uniosła płytę, po czym wsunęła ją do odtwarzacza.
W samochodzie zabrzmiała piosenka „How” zespołu The Neighbourhood. Dziewczyna nie mogła się od nich uwolnić. Za każdym razem, kiedy słuchała tego bandu miała ciarki na całym ciele. Czysta perfekcja.
- “How could you question God's existence when you question God himself…” – cała trójka zaczęła śpiewać.
Po 3 piosenkach śpiewał już tylko Dan.
- Wow Dan, masz boski głos, mówię serio – pochwaliła go ze szczerym zachwytem Iv.
Chłopak się speszył i uśmiechnął nieśmiało, a Al strasznie się śmiała.
- O co chodzi? Z czego rżysz? – zaczęła wypytywać Iwona, co nie tylko sprawiło, że jej przyjaciółka zaczęła się śmiać głośniej, ale i niebieskookiego doprowadziło do śmiechu.
- Nic nic, nie ważne – wykrztusiła z siebie Lizzy. – Nie przejmuj się.
Iwo nie mając pojęcia o co chodzi, spojrzała bezradnie po swoich towarzyszach i nie mówiła już nic, aż do końca podróży.
Dojechali do domu Alice i weszli do środka. Iwo od razu ruszyła w stronę łazienki. Doprowadziła się do porządku. Doszła do wniosku, że w sumie nie wygląda tak źle, więc ograniczyła się do poprawienia makijażu i rozczesania włosów, korzystając z rzeczy przyjaciółki, po czym udała się do salonu.
Dan akurat rozpakowywać torby, podniósł wzrok na Iv, otworzył jedną z puszek piwa i podał je jej.
- Proszę bardzo – uraczył ją uśmiechem.
- Dziękuję – odpowiedziała i wzięła duży łyk. – Gdzie twoja kuzyneczka?
- Poszła się przebrać, czy coś – rzucił. – Pomożesz mi?
- Pewnie – rzekła, postawiła piwo na blat. – Co mam zrobić?
- Skocz po jakieś miski na chipsy, proszę.
- Ok.
Weszła do kuchni i zaczęła przeczesywać szafki, po znalezieniu 3 misek wróciła do salonu. Liz zdążyła już włączyć muzykę i rozsiąść się wygodnie na fotelu.
Cała trójka świetnie się bawiła. Pili piwo, zajadali się chipsami i innymi fast-foodami. Włączyli jakąś komedię, ale żadnego z nich specjalnie nie zainteresowała, więc skończyli na graniu na Xboxie.
Około 5:30 Al odpadła pierwsza. Zasnęła na kanapie, kiedy pozostała dwójka kończyła rundę na konsoli. Iwona przykryła ją kocem i zaczęła zbierać puste puszki do worka, bo Daniela gdzieś wcięło.
Dziewczyna zaniosła śmieci pod drzwi, a kiedy wróciła zastała Dana malującego swojej kuzynce wąsy na twarzy.
- Naprawdę Dan? Naprawdę? – zaczęła się śmiać. – To wcale nie było dziecinne.
- Oj nie przesadzaj! – on również wybuchł śmiechem. – Idziesz ze mną na chmurkę? – mrugnął okiem.
- W sumie, to czemu nie? – odpowiedziała.
Ogólnie, to nie paliła, ale okazyjnie zdarzało jej się sięgnąć po papierosa.
Wyszli za dom, usiedli na schodach i zaczęli palić.
- Ale jestem zmęczona – powiedziała Iwo.
- Uwierz mi, że nie ty jedna – odpowiedział niebieskooki i spojrzał na towarzyszkę. – Nie dziwię się, że Al mówiła o tobie tyle dobrych rzeczy. Jesteś naprawdę bardzo w porządku.
- Miło mi – uśmiechnęła się nieśmiało. – Ty też jesteś całkiem ok – szturchnęła go łokciem w żebra.
- Dobra, zbieramy się do domu, bo zaraz odpłynę.
Weszli z powrotem do domu, Dan prawie zabił się wchodząc do środka, co spowodowało kolejną falę śmiechu.
- Zapomniałem życzyć ci wszystkiego najlepszego – zbliżył się do Iwony. – A więc spełnienia najskrytszych marzeń – pocałował ją delikatnie w czoło.
- Dź – dziękuję – wydukała.
- Dobranoc – uśmiechnął się i poszedł do pokoju.
Iv zrobiła to samo. Zajęła pokój dla gości, na najwyższym piętrze. Na komodzie leżała męska koszulka i szorty poskładane w kostkę, przygotowane wcześniej przez Liz. Iwona zrzuciła więc z siebie ubrania, włożyła na siebie T-shirt oraz spodenki i rzuciła się na łóżko. Zdążyła się tylko zakopać w pościeli, bo od razu zmorzył ją sen.

czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 2

Iwona stanęła w osłupieniu, łzy napłynęły jej do oczu. Była wzruszona, szczęśliwa i zaskoczona. Wszyscy znajomi zorganizowali dla niej imprezę-niespodziankę. Oczywiście podejrzewała, że coś jest na rzeczy. Alice od mniej więcej tygodnia zachowywała się dosyć dziwnie, widać było, że coś ukrywała, do tego ten las, przez który musieli się przedrzeć, ale nie spodziewała się, że to będzie aż takie przedsięwzięcie.
- Ojej! Dziękuję! Nie wiem co mam powiedzieć – wydukała solenizantka
Goście zaczęli do niej po kolei podchodzić, składać życzenia, przytulać itp.
- Jesteście niesamowici, poważnie – powiedziała Iwo do zgromadzonych.
- Podziękuj Al, to był głównie jej pomysł. My tylko pomagaliśmy – rzucił jakiś chłopak uśmiechając się.
- Przy okazji, nie wiem czy wiesz, ale Alice jest strasznie agresywna. Radzę ci uważaj, bo w zęby dostaniesz – powiedział Colson, przyjaciel Iv, po czym podszedł do niej i uściskał. – Wszystkiego najlepszego, chłopaku. Życzę ci, żeby wszystkie twoje marzenia się spełniły - pocałował ją w czoło. – I znajdź sobie wreszcie porządnego faceta, dobra? - wyszeptał jej do ucha.
Dziewczyna odwzajemniła uścisk i podziękowała mu. Kolejna łza szczęścia pociekła jej po policzku.
- Jesteś najlepszy – rzekła z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Wiem, wiem – wyszczerzył zęby i pocałował przyjaciółkę w czoło. – Miłej zabawy, Mysza. Wzywają mnie – powiedział i odszedł w kierunku wołającej go Meg, która widocznie była jego  „dziewczyną na dzisiaj”.
Iv uśmiechając się i podążyła wzrokiem za odchodzącym przyjacielem. Pomyślała, że Col jest jednym z najwspanialszych ludzi jakich znała. Wiedziała, że może mu ufać i poradzić się go w każdej sprawie.
Colson był wysoki i szczupły, wręcz chudy. Miał blond, gęste, zawsze rozczochrane włosy, krótko obcięte ze zmierzwioną grzywką, do tego zielono-niebieskie oczy, prosty nos i ładne, pełne usta. Ten dwudziestoczterolatek, wśród wszystkich koleżanek Iwony uważany był za przystojnego chłopaka, lecz ona sama nie patrzyła na niego pod tym kątem. Pewnie dlatego, bo wiedziała, że zależało mu tylko na dobrej zabawie. Do tego przeważnie nie spędzał z żadną swoją "laską" więcej niż jednej nocy.
Dziewczyna rozejrzała się i uśmiechnęła. Impreza odbywała się na plaży, na drzewach i dachach altan wisiały lampki, postarano się nawet o ławki i stoły. Jej kolega z roku, Ed, podawał alkohol i przyrządzał jedzenie dla gości przy grillu. Ludzie okupowali ławki i koce wokół ogniska, rozmawiali i śmiali się . Iwo  naprawdę bardzo się cieszyła, że Alice przygotowała dla niej to wszystko, angażując przy tym tyle osób, więc chciała jej osobiście podziękować.
- Al! – zawołała Iwona i pomachała.
- Co? Kto mnie woła? – krzyknęła dziewczyna, szukając osoby krzyczącej jej imię w tym tłumie ludzi.
- Ja – uśmiechnęła się Iv, kiedy dotarła do przyjaciółki. – Chciałam ci podziękować. Jesteś cudowna, najcudowniejsza na świecie. Nie masz pojęcia jaką radość sprawiłaś mi tym wszystkim. To najlepszy prezent jaki mogłabym sobie wymarzyć!
- Daj spokój! Nie masz za co dziękować. Cieszę się, że ci się podoba. Zasłużyłaś sobie, męczysz się z tym Adamem pod jednym dachem, do tego skupiasz się na wszystkich innych tylko nie na sobie.
- Uwielbiam cię – powiedziała Iwona i przytuliła Alice. – Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła, Liz
- Ja też nie wiem – wyszczerzyła zęby. – Baw się dobrze, nie myśl o niczym innym. Muszę iść, coś się chyba złego dzieje – rzekła z poważnym wyrazem twarzy, wskazując palcem na płaczącą dziewczynę. – Pewnie złamała paznokieć, albo dostała za tłustą kiełbasę – wymamrotała na odchodnym.
Iwona wybuchła śmiechem. Al zawsze była perfekcjonistką, wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik jeżeli ona coś organizowała, więc zawsze przejmowała się nawet najmniejszą błahostką.
- Witaj – jakiś męski głos wyrwał Iwo z zamyślenia.
- Cz-cześć -  odpowiedziała dziewczyna i spojrzała na przybysza, miała nieodporne wrażenie, że już go gdzieś widziała.
- Jak się bawisz? – zapytał chłopak.
- Dobrze, dziękuję. A ty?
- Jest całkiem przyjemnie – uśmiechnął się, odsłaniając rząd prostych, białych zębów. – Usiądziemy? – wskazał na wolną ławkę.
- OK
Iwona zajęła miejsce przy ognisku. Wpatrywała się przez chwilę w tańczące płomienie, które oświetlały twarz jej rozmówcy. Nagle ją olśniło. Mężczyzna, z którym właśnie konwersowała to ta sama osoba, która przyglądała jej się pod domem Dana około półtorej godziny temu. Była pewna, ten sam zadziorny uśmiech i ciuchy.
- O czym tak intensywnie rozmyślasz? – zapytał nieznajomy.
- O niczym ważnym – odpowiedziała po chwili.
- Gdzie moje maniery? - zagadnął chłopak. – Mam na imię Kyle.
- Iwona – wyciągnęła do niego rękę. – Miło mi cię poznać.
Rozmawiali przez blisko półtorej godziny. Kyle wydał się dziewczynie naprawdę bardzo uroczy i zabawny. Okazało się, że jest przyjacielem jednej z jej koleżanek, do której przyjechał w odwiedziny, więc zabrała go ze sobą, nie chcąc, żeby jej gość się nudził.
- Czym się interesujesz? – Iwo spojrzała z zaciekawieniem na swojego rozmówcę.
- Właściwie to głównie muzyką, gram między innymi na klawiszach i gitarze. Chyba nieźle mi idzie, tak myślę – uśmiechnął się skromnie.
- Skoro to lubisz, to może powinieneś założyć zespół.
Kyle spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Właściwie to jestem członkiem Bastille – wyraz twarzy dziewczyny dał mu do zrozumienia, że ta nadal nie wiedziała, o czym do niej mówi. – Ci od eeo eo eeo eo – zaczął nucić.
- No co ty?! – nie dowierzała Iv. – Nie wiedziałam, że mam taką szychę na mojej imprezie! – szturchnęła go w żebra.
- O, czyli jednak kojarzysz?
- Ten kawałek leci non stop w radiu, nie da się o was nie słyszeć. Wilki mnie nie wychowały, z lasu nie jestem – mrugnęła do niego i uśmiechnęła się.
 Chłopak zaczął wypytywać o rodzinę Iwony, więc ta opowiedziała mu po krótce swoją historię. Wspomniała, że wprowadziła się do Los Angeles, bo jej mama nie chciała mieszkać w miejscu, gdzie zmarł ojciec Iv, mężczyzna, którego tak obie kochały. Mówiąc to, pojedyncze łzy pociekły po jej policzku.
- Nie płacz. To nic nadzwyczajnego, wszyscy odchodzą  – Kyle objął ramieniem Iwonę i pocieszał ją.
- Dzięki – pociągnęła nosem. – Za słowa otuchy.
- Nie ma za co – Kyle poklepał Iwo po plecach
Zapanowała chwilowa cisza. Chłopak spojrzał na zegarek, jego usta przybrały kształt cienkiej, prostej linii
- O cholera – mruknął. – Przykro mi, ale muszę iść – wstał i spojrzał na towarzyszkę.
- Cześć, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy – uśmiechnęła się Iwo i stanęła przed nim.
- O to się nie martw - uśmiechnął się zadziornie. - Do zobaczenia – powiedział  i odszedł.

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 1

- Ścisz tą muzykę! - powiedział do Iwony Adam, wykonując ruchy podobne do kręcenia gałką regulującą głośność. Dziewczyna spojrzała na mężczyznę i, mimo że nie słyszała co do niej mówił, z gestów wywnioskowała o co mu chodziło. Pilotem zmniejszyła poziom głośności dźwięków wypływających z wieży, by zaraz potem powrócić do rysowania.
- Który to już raz proszę cię, żebyś przestała słuchać tak głośno muzyki, to źle wpływa na psychikę młodych ludzi, dlatego jesteś taka agresywna i wyobcowana. Nie życzę sobie...
Iwona uciszyła Adama ręką.
- Czy znów masz zamiar wygłaszać swój monolog, z którego ja i tak nic nie zapamiętam, bo wyłączę się po kilku zdaniach? Jeśli tak, to ta konwersacja prowadzi donikąd. Mógłbyś już opuścić to pomieszczenie? Naruszasz moją przestrzeń osobistą – powiedziała i znów spojrzała w kartkę.
Iwona aż podskoczyła na krześle, kiedy usłyszała trzaśnięcie drzwi.
Jednak muszę pomyśleć o własnym mieszkaniu, pomyślała dziewczyna.
Konkubent jej matki drażnił ją swoimi psychologicznymi gadkami, z których nic sobie nie robiła. Szczerze mówiąc, miała w nosie tego faceta i wszystko co z nim związane. Nie mogła zrozumieć, dlaczego jej mama w ogóle zwróciła na niego uwagę. Adam nie był może brzydki, ale według dziewczyny strasznie pyszny i przemądrzały, po prostu nie pasował do jej matki, która była inteligenta, przemiła i naprawdę piękna. Kruczoczarne włosy, które opadały kaskadami na jej ramiona, eksponując estetycznie wystające obojczyki doskonale komponowały się z niebieskimi oczami i zgrabnym nosem, do tego duże, naturalne, czerwone usta tylko czyniły tą twarz jeszcze doskonalszą. Kobieta mogła się również szczycić szczupłą sylwetką. Ludzie, którzy dopiero co ją poznawali nie dowierzali, że niemal dobiła piędziesiątki.
Dziewczyna cieszyła się, że nigdy nie odczuwała wstydu, kiedy miała wyjść gdzieś ze swoją rodzicielką. Wręcz przeciwnie, uwielbiała się z nią pokazywać. Można by powiedzieć, że była dumna, kiedy chodząc ulicami miasta widziała jak mężczyźni spoglądają na nią z wywieszonymi językami. Zawsze miały z tego niezły ubaw. Iwona miała nadzieję, że jej mama wreszcie sobie kogoś znajdzie, a ona sama polubi jej wybranka. Czekała chwili, gdy usłyszy „Wychodzę na randkę, nie czekaj na mnie.”. Kiedy nadszedł ten dzień była wniebowzięta. Radość jednak nie trwała długo. Mama przedstawiła jej Adama po dwóch miesiąc od ich pierwszego spotkania. Dziewczyna, łudząc się, że ta znajomość szybko się zakończy, nie mówiła mamie, co sądzi o jej nowym mężczyźnie. Nie minęło pół roku, a on się oświadczył, potem, zgodnie z kolejnością, był ślub, a co za tym idzie, wprowadził się do ich domu, wtedy było już za późno. Widziała, jak bardzo ten facet uszczęśliwia jej matkę i nie chciała tego zepsuć, koniec końców szczęście jej mamy to i jej szczęście. Do tego nie mogła się zachowywać jak dziecko i wypominać matce, jak bardzo nie lubi Adama, w końcu dorosłej dziewczynie nie wypada takie zachowanie, tym bardziej kochanej córce, którą starała się być.
Patrzyła na skończony już rysunek. Ostatnimi czasy cały czas rysowała przeróżne symbole i znaki. Nie miała najmniejszego pojęcia co one znaczą. Sprawdzała setki razy w Internecie, ale niczego nie znalazła. Pomyślała, że musi wybrać się biblioteki, może tam coś znajdzie.
Z zamyślenia wyrwał ją dzwonek telefonu.
- Słucham – powiedziała do słuchawki oglądając brudne z pasteli ręce.
- Mam nadzieję, że jesteś gotowa, bo ja zaraz wyjeżdżam z domu – rzekła Alice po drugiej stronie słuchawki.
Dziewczyna spojrzała na zegarek wiszący na ścianie i przygryzła wargę. Znów straciła poczucie czasu.
- Eee, tak. Możesz już wychodzić z domu – skłamała i podbiegła do szafy, żeby wyrzucić z niej całą zawartość. – Al, kończę. Muszę jeszcze zrobić makijaż. Pa! -  rzuciła telefon na łóżko i pobiegła do łazienki. Iwona biegała z pokoju do łazienki, robiąc wszystko, co w jej mocy, żeby przygotowania do wyjścia zajęły jej jak najmniej czasu.
- Córcia! – Iwona po piętnastu minutach usłyszała krzyk mamy z dołu. – Alice do  ciebie!
Dziewczyna wybiegła ze swojego pokoju, stanęła u szczytu schodów i uśmiechnęła się skruszona.
- Chodź – zaprosiła koleżankę gestem ręki. – Jeszcze maksymalnie pięć minut przysięgam! – krzyknęła za sobą i wróciła do łazienki.
- Iv, dlaczego ja zawsze muszę na ciebie czekać? – zapytała  z wyrzutem Alice rozsiadając się przy biurku przyjaciółki.
- Drogą dedukcji mogłabyś już dojść do wniosku, że nie musisz przyjeżdżać na czas. Czyż to nie logiczne? – Iwona wyszczerzyła zęby do przyjaciółki.
- Nie prowokuj mnie - koleżanka przerwała w połowie zdania. – Iv, co to za symbole? Wszędzie je rysujesz.
- Sama chciałabym wiedzieć – mruknęła.
Iwona dokończyła się szykować. Stanęła przed lustrem i zaczęła się w nim przeglądać. Miała czerwone, długie, falowane włosy. Jej ciemna karnacja korzystnie kontrastowała z niebieskimi oczami, a mały nos dodawał jej uroku. Jej figura była w kształcie klepsydry ze zgrabnymi, długimi nogami. Dziewczyna odziana była w krótkie spodenki i bokserkę. Spoglądając na siebie jeszcze raz, stwierdziła , że jest zadowolona ze swojego wyglądu i nie ma powodów do większych kompleksów. Wyszła do swojej sypialni, wzięła torebkę i marynarkę, po czym zeszła na dół wraz z Al.
- Mamo, wychodzę. Nie wiem, o której będę. Tylko nie odchodź od zmysłów – powiedziała Iwona do matki, którą zastała w kuchni, pocałowała ją w policzek, po czym wraz z przyjaciółką ruszyły w stronę drzwi.
- OK, ale wiesz, że i tak będę. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, kochanie – kobieta uśmiechnęła się. - Uważajcie na siebie, dziewczynki! – krzyknęła za nimi.
- Dowiem się w ogóle dokąd jedziemy? – zapytała Iv Alice, kiedy jechały samochodem.
Przyjaciółka wyimaginowanym kluczykiem „zamknęła usta”, wyrzuciła go za siebie i puściła oko do Iv.
- Och, to takie dojrzałe – mruknęła Iwona, ale uśmiechnęła się pod nosem.
Uwielbiała Alice. Była jedyną osobą, której wiedziała, że może ufać, jedyną, która zawsze doprowadzała ją do śmiechu i poprawiała humor, nawet takim głupim gestem. Dobrze czuły się w swoim towarzystwie, a do tego rozumiały się bez słów. Czego chcieć więcej?
- Poczekaj chwilę, zaraz wrócę. Muszę na chwilę iść do kuzyna – rzekła Liz, po czym zatrzymała samochód i ruszyła w kierunku budynku po drugiej stronie ulicy. Iwona patrzyła, jak dziewczyna przebiega przez ulicę, niczym łania, a później czeka chwilę pod drzwiami, by zaraz za nimi zniknąć.
Alice miała krótkie do ramion, blond włosy, zielone oczy, zadarty nos i wąskie, lecz krwistoczerwone usta. Była niezbyt wysoką osobą o ładnej figurze. Przyciągała do siebie ludzi, dzięki swojej charyzmie. Potrafiła przekonać każdego do swoich racji, a do tego była przesympatyczna i dużo się uśmiechała.
Po jakimś czasie siedzenia w samochodzie, Iwo wyciągnęła z torebki telefon. Była 21: 17, czekała już około 25 minut. Postanowiła jednak, że nie chce nikomu przeszkadzać i jeszcze trochę zaczeka. Wysiadła z samochodu, rozejrzała się i usiadła na ławce pod budynkiem. Po raz kolejny spojrzała na wyświetlacz, żeby sprawdzić, która jest godzina. 21:24. Schowała aparat i pomyślała, jak bardzo kocha Los Angeles. Korzystając z okazji, że była na obrzeżach miasta, podziwiała gwiazdy z uśmiechem na twarzy. Opuściwszy wzrok, zauważyła, że jakiś mężczyzna, stojący po drugiej stronie ulicy, przygląda jej się z niewzruszonym wyrazem twarzy i wyraźnym zaciekawieniem w oczach. Zdezorientowana zlustrowała nieznajomego od stóp do głów, jej wzrok spoczął na jego naszyjniku. Była przekonana, że to był jeden z symboli, które ostatnio rysowała. Zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu jakiegoś rysunku, kiedy już wyjęła kartkę i chciała jeszcze raz przyjrzeć się wisiorkowi mężczyzny, okazało się, że przybysza już nie ma. Dziewczyna odniosła wrażenie, że ten dosłownie zapadł się pod ziemię.
- Już jestem! – Iv aż podskoczyła, kiedy usłyszała głos Alice za swoimi plecami.
-  Al, przest… - Iwona odwróciła już miała krzyknąć na przyjaciółkę, ale jej wzrok przykuł mężczyzna, z którym ta stała.
- Iwona, to jest Daniel, mój kuzyn -  Liz wskazała na swojego kompana. –  Dan, to jest Iwona, moja najlepsza przyjaciółka, która czekała na nas przez jakieś trzydzieści minut, ponieważ szykujesz się dłużej, niżeli stereotypowa kobieta – tym razem wystawiła dłoń w stronę Iwo i posłała kuzynowi mordercze spojrzenie.
- Miło Cię poznać, Iwono – podał dłoń swojej rozmówczyni.
- Mi ciebie również – dziewczyna ujęła dłoń chłopaka. – Mów mi Iv.
 Uśmiechnął się, potakując przy tym głową.
- Mam nadzieję, że wybaczysz mi, iż musiałaś tyle czekać.
- Myślę, że da się zrobić – dziewczyna posłała chłopakowi uśmiech.
- Dobra, dobra. Możemy już iść? – zapytała Alice, przerywając tym samym konwersację towarzyszy.
Wsiedli do samochodu. Alice jechała z zawrotną prędkością, ale Iwo nie chciała jej upominać po raz tysięczny, więc siedziała cicho. Minęło jakieś czterdzieści minut, a samochód zatrzymał się. Al zarządziła koniec trasy. Iwona wysiadła z pojazdu i nie widząc niczego, poza lasem była nieco zdziwiona.
- Liz, czy powinnam zacząć panikować? - zapytała swojej przyjaciółki.
- Nie obawiaj się, niespodzianka ci się spodoba.
- Jest – Iv spojrzała na zegarek – 22:19, jesteśmy w szczerym polu, a do tego panują kompletne ciemności. Wyjmuj siekiery i toporki z bagażnika, zaczynamy zabawę!
Jedyną reakcją jakiej dziewczyna się doczekała był śmiech Daniela i przyjaciółki.
- Chodźmy już – ponagliła pozostałych Alice i ruszyła jakąś polną ścieżką między drzewa.
- Dan, wiesz co ona kombinuje? – zagadnęła szeptem Iwo.
- Nawet jeśli wiem, to i tak ci nie powiem –  chłopak wyszczerzył zęby w odpowiedzi.
- Dzięki wielkie – rzuciła sucho.
- Nie miej mi tego za złe. Po pierwsze, nie chcę zepsuć ci niespodzianki, a po drugie - tutaj Dan wskazał głową na swoją kuzynkę - nie mam zamiaru ryzykować życiem. Zresztą za chwilę sama się dowiesz.
Dziewczyna już nic nie odpowiedziała. Musiała przyznać, że kuzyn jej przyjaciółki wydawał się być całkiem w porządku. W sumie, to niespecjalnie ją to dziwiło, bo gdyby było inaczej, to Alice na pewno by go tu nie przyprowadzała.
Daniel był wysoki i szczupły. Wyglądał na około dwadzieścia pięć lat. Jego włosy miały kolor czekoladowego brązu, były zaczesane do góry w estetycznym nieładzie. Zza okularów widać było jego piękne, szaro-niebieskie oczy. Miał prosty nos, wąskie usta oraz lekki zarost na twarzy. Ogólnie rzecz biorąc był naprawdę przystojnym mężczyzną. 
- Idziecie?! – Alice odwróciła i się i spojrzała na swoich kompanów.
Iwo przytaknęła. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, kiedy poczuła morską bryzę.  
- Jak długo znacie się z moją kuzynką? – zapytał chłopak.
- Hmm, jakieś…
- Niespodzianka!  – nagły krzyk kilkunastu osób przerwał jej w połowie zdania.