wtorek, 25 marca 2014

Witam!


Po pierwsze: Przepraszam, że tak długo musicie czekać na następne rozdziały.
To nie jest tak, że nie mam weny, bo mam masę pomysłów. Nie mam po prostu kompletnie kiedy pisać. Wybrałam sobie chyba najgorszy moment na założenie tego bloga. Będę się starała dodawać te rozdziały zdecydowanie częściej. Jeszcze trochę i będę miała więcej czasu, żeby pisać (mam nadzieję). Liczę, że mi to wybaczycie i nie zniechęcicie się do oczekiwania!
Pozdrawiam! 
_______________________________________________________

Oh never leave me out
I’m standing by the sidelines

piątek, 14 marca 2014

Rozdział 8

Ze snu Iwonę wyrwał dzwonek telefonu.
- Halo? – odebrała zaspanym głosem.
- Obudziłam cię? – odezwała się Alice po drugiej stronie linii.
- Tak jakby.
- Przynajmniej nie zmarnujesz znowu połowy dnia – rzuciła Al.
- Lubię długo pospać, mam wolne, więc korzystam – broniła się Iv. – Co się stało, że dzwonisz do mnie o – spojrzała na zegarek – 8:12?! Co ci do głowy strzeliło, żeby mnie ściągać z łóżka o tej porze?!
- Masz ochotę na śniadanie?
- No dobra i tak już nie zasnę.
- Ok, będę za jakąś godzinę – powiedziała z entuzjazmem i rozłączyła się.
Iwo przeciągnęła się i jeszcze chwilę leżała na łóżku.
Wróciła myślami do wczorajszej wizyty Simmonsa i uśmiechnęła się na tą wizję. Coraz bardziej go lubiła, był naprawdę wspaniałym facetem. Przypomniała sobie o ich dzisiejszym spotkaniu. Nie mogła się na nie doczekać, krótko się znali, ale mimo to dziewczyna uwielbiała spędzać z nim czas. Każda chwila była cudowna i warta zapamiętania.
Wstała, udała się do łazienki i wzięła szybki prysznic. Stanęła przed lustrem owinięta ręcznikiem i zastanawiała się co zrobić z włosami. Postanowiła spiąć je w wysokiego kucyka. Nałożyła na twarz trochę fluidu i pudru, po czym pomalowała delikatnie rzęsy.
Wróciła do pokoju, otworzyła szafę i zaczęła się zastanawiać nad wyborem ubrań. Po chwili namysłu wybrała czarną spódniczkę z wysokim stanem i ciemnozieloną, zwiewną koszulę. Ubrała się szybko i zeszła na dół, do kuchni.
- Cześć słońce – uśmiechnęła się do niej mama.
- Hej mamo.
- Co się stało, że ty tak wcześnie na nogach? – zapytała zdziwiona mama.
- Alice – wysyczała jej imię.
- I wszystko jasne. Tak w ogóle, to miły ten twój przystojniaczek – mrugnęła do swojej córki kobieta.
- Taa, wiem – odpowiedziała Iv lekko zmieszana, a na jej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce.
- Czemu się krępujesz? Jesteś dorosła, chyba już nic nadzwyczajnego w tym, że rozmawiamy o facetach.
- Niech ci będzie – rzuciła dziewczyna.
- A jaki on troskliwy – zawstydzała ją dalej mama. – Widziałam z jakim wysiłkiem niósł cię po tych schodach, ale nie poddawał się. Szkoda mi się chłopaka zrobiło. Nie jesteś taka leciutka, na jaką wyglądasz.
- Mamo! – udała urażoną.
- Oj, nie gniewaj się – wystawiła język. – Dla mnie zawsze będziesz najpiękniejsza.
- Dzięki – podeszła do mamy i ją uściskała.
- Masz moje geny, musisz być śliczna – zażartowała kobieta.
- Zgadzam się w stu procentach – odpowiedziała Iwo. – Mamo?
- Tak?
- Gdzie jest Adam?
- Nie wrócił na noc – mruknęła. – Napisał tylko, że śpi u Hannah, bo stwierdził, że oboje musimy sobie wszystko przemyśleć i chce mi dać trochę czasu.
- Co przemyśleć? – zapytała łagodnie. – Mamo, co w ogóle zaszło?
- Sama już nie wiem, wszystko się skomplikowało – mama wzruszyła bezradnie ramionami.
- Wszystko będzie dobrze – Iwona pocieszała ją gładząc po plecach.
- Myślisz, że powinnam zrobić jakąś kolację, albo coś w tym stylu. Może lepiej nam się będzie rozmawiało… - zapytała córki ze słabym uśmiechem.
- Absolutnie. To nawet nie wchodzi w grę. Jesteś niezależną kobietą, jesteś piękna, pewna siebie i kochaną matką, a nie kurą domową. Nie powinnaś się przed nim płaszczyć. To nie chodzi o to, że go nie lubię, ale naprawdę nie jesteś od niego w żadnym stopniu zależna. Po prostu sobie wszystko wyjaśnijcie. Ale pamiętaj, bądź stanowcza, bez względu na to jak bardzo poszkodowanego będzie zgrywał – Iwo powiedziała pewnym, ale delikatnym głosem  i przytuliła swoją mamę ponownie.
- Postaram się – rzekła słabym głosem.
- Powiesz mi w ogóle o co wam poszło?
Kobieta spojrzała na Iv z podziwem. Była dumna  ze swojej córki. Westchnęła i spuściła wzrok.
- Okazało się, że Adam ma córkę, a jego była to alkoholiczka – głos jej się łamał.
- To, że ma dziecko to chyba nic tak strasznego, prawda? A co do jej matki, to takie rzeczy się przecież zdarzają.
- Nie, wcale mi o no nie przeszkadza. To nie ono doprowadziło do kłótni, tylko pewna sytuacja – znów przerwała.
- Usiądź, dobrze? – usadziła mamę na krześle i zaczęła gładzić ją po kolanie.
- Nie wiem po co Adam mówił tej kobiecie gdzie jest. Przecież to nie jest nic, co powinno ją obchodzić – zaczęła mama. – Matka jego córki przyszła do domu Hannah i zaczęła walić w drzwi. Nie wiedziałam kto to, więc poszłam otworzyć, bo byłam najbliżej wyjścia. Była strasznie pijana, z trudem trzymała się na nogach. Ona, ona zaczęła coś wrzeszczeć o Adamie, wyzywała go. Moje oczy zwróciły się ku tej dziewczynce. Ten babsztyl ciągnął ją za rękę – wzdrygnęła się na to wspomnienie. - To biedne dziecko było całe zapłakane i brudne. Nie wiedziałam co mam robić. Stałam jak oniemiałam, dałam radę tylko zawołać Adama. On przybiegł i zaczął na nią krzyczeć, ona zaczęła wykrzykiwać, że jestem jego „nową suką” , że znalazł sobie kolejną – mamie znów zaczął się łamać głos. – Adam podszedł do niej i popchnął na trawnik, kazał jej się wynosić, a ja stałam i nic nie mówiłam – po jej twarzy zaczęły spływać pojedyncze łzy. – Nie rozumiem, jak on mógł tak się zachować wobec tego dziecka?  Jego własnej córki, która wyglądała jak bezdomna? To biedne stworzenie po prostu stało i pojękiwało, nawet nie patrzyła na swoich „rodziców”. Po całym zajściu ja i Adam weszliśmy do domu. Od razu udałam się do sypialni. Nie chciałam z nim rozmawiać. On przyszedł później do mnie i zaczął przepraszać. Powiedziałam mu, że nie chcę go znać, że nie chcę być z kimś kto tak traktuje innych i wypina się na własne dziecko. Adam się zdenerwował i nie odzywał się do mnie, a ja nie miałam zamiaru przerywać tej ciszy. Wróciliśmy do domu, on znowu zaczął temat, ja powtórzyłam to co już wcześniej ode mnie usłyszał i dodałam kilka przykrych słów, po czym wyszedł. Od tamtego momentu nie odezwał się słowem, no poza tym SMSem – zakończyła i schowała głowę między rękami.
- Mamo, to straszne – odpowiedziała Iwo, nie mogła uwierzyć w tą historię. – Połóż się, ok? – zaprowadziła mamę do salonu, położyła na łóżku i przykryła kocem. – Posłuchaj, wszystko się jakoś ułoży, w ogóle się tym teraz nie przejmuj. Może ta cała sytuacja to pomyłka, nie wiem. Poczekaj, Adam wróci i wszystko sobie wyjaśnicie. Może ma jakieś sensowne wytłumaczenie. Nic go nie usprawiedliwia, ale każdego czasem ponosi, tak? Najprawdopodobniej nie chciał, żebyś kiedykolwiek była czegoś takiego świadkiem i dlatego był taki agresywny.
- Dobrze – rzekła cicho mama. – Kocham cię, dziękuję – uśmiechnęła się delikatnie.
- Ja ciebie też – pocałowała ją w policzek i wróciła do kuchni.
Usiadła na krześle i zaczęła myśleć o tym co powiedziała jej matka. Ne mogła w to wszystko uwierzyć, historia jak wyrwana żywcem z filmu. Miała nadzieję, że ten facet jakoś się z tego wszystkiego wyplącze, a jego wytłumaczenie będzie miało ręce i nogi. Była na Adama po prostu wściekła. Powiedziała mu kiedyś, że jeśli skrzywdzi jej mamę, to gorzko tego pożałuje. Zarzekał się wtedy, że przy nim uśmiech jej z twarzy nie zejdzie.
Kłamca i cham, pomyślała Iwo.
Patrzyła na ogród i wróciła myślami do tego dziecka. Co ta biedna dziewczynka musiała przeżywać?
Nagle zaczął dzwonić jej telefon.
- Już jestem pod domem, czekam – oznajmiła Aice i zaraz potem zakończyła połączenie.
Iwona założyła czarne converse, wzięła torebkę z korytarza i wyszła. Zamknęła za sobą drzwi, po czym ruszyła w stronę samochodu.
- Dobra, powiesz mi wreszcie co się stało? – przerwała po około dziesięciu minutach ciszę Al.
Jechały do kawiarni na śniadanie. Często jadały na mieście, bo same nie lubiły gotować.
- Nic takiego po prostu myślę – uśmiechnęła się słabo wyrwana z zamyślenia Iv.
- Dimitrova, albo mówisz co jest, albo wyciągnę to z ciebie siłą – blondynka spojrzała na przyjaciółkę wyczekująco. – Kto jak kto, ale ja cię dobrze znam i kłamać to ty zdecydowanie nie potrafisz.
Iwona uśmiechnęła się ponownie i opowiedziała Alice całą historię, którą usłyszała od mamy.
- O cholera – podsumowała Al.
- Tak, to jakaś masakra. Nie wiem co dalej będzie między nimi. Uspokajałam moją mamę i tak dalej, ale nie wiem co Adam ma na swoje usprawiedliwienie.
- Historia jak z jakiegoś filmu kryminalnego.
- O tym samym pomyślałam – rzuciła Iwo.
- Musicie coś zrobić z tym dzieckiem. Nie możecie tak tego zostawić – powiedziała blondynka i zjechała na parking pod ich ulubioną knajpą.
Dziewczyny weszły do środka i zajęły miejsce przy stoliku.  
- Tak wiem. Tej dziewczynki nie mogę wymazać z pamięci. Mama nie powiedziała ile ta mała ma lat, ale chyba nie więcej niż 10 – rzekła Iv.
- W jaki sposób ta cała sytuacja z jej mamą i Adamem odbije się na jej późniejszym życiu. Jak to dziecko ma funkcjonować? – mówiła z niesmakiem Alice.
- Nie rozmawiajmy już o tym – zamachała rękoma Iwo. – Zobaczymy jak to się poukłada.
- Racja.
Przyjaciółki złożyły zamówienie. Iwona wzięła sobie tylko dużą kawę, całkiem straciła apetyt.
- Jak tam Matty? – zapytała i poruszała znacząco brwiami.
- Właśnie o to chodzi, że dobrze – powiedziała blondynka z dziwnym wyrazem twarzy.
- No masz rację, coś tu nie pasuje!
- Po prostu dziwnie się czuję. Tyle czasu miałam go gdzieś, unikałam go i tak dalej, jedna rozmowa i bum! –  klasnęła w ręce - mam motylki w brzuchu jak tylko go widzę.
- Może po prostu nigdy nie chciałaś dopuścić do siebie myśli, że na niego lecisz.
- Nie wiem już sama – mruknęła Al.
- Skoro jest między wami jakieś uczucie i dobrze się dogadujecie, to zdecydowanie powinnaś dać mu szansę. Mam wrażenie, że coś z tego będzie – rzekła szczerze Iwona.
- Zobaczymy – uśmiechnęła się dziewczyna. – On jest taki słodki, nie wiem jak mogłam tak go zbywać.
- Ha! Nie wierzę – krzyknęła Iv. – Alice mówi o takich rzeczach na głos!
- No cóż, ludzie się zmieniają – mrugnęła blondynka. – A co u ciebie? Kręcisz z moim Danem, co?
- Nie! Jesteśmy tylko znajomymi. Jest naprawdę w porządku, no i przystojny, ale nie patrzę na niego w sposób, który sugerujesz – broniła się Iwo.
- Dlaczego?! – przyjaciółka zrobiła dziwaczny grymas. – Ty jesteś wolna, on też, podobacie się sobie…
- No właśnie nie do końca jestem wolna – przerwała jej Iwona z uśmiechem.
- Słucham?! – zakrztusiła się jedzeniem dziewczyna.
- Kyle, wysoki, brązowooki, najbardziej uroczy facet, jakiego znam i do tego szarmancki – Iv lekko się rozmarzyła, kiedy go opisywała. – Poznałam go na urodzinach.
- I ja nic nie wiem? – Al udała obrażoną. – Ty jędzo!
- Przepraszam! Po prostu nie było kiedy – roześmiała się.
- Dobra, wybaczam. Czekam na szczegóły.
Iwona opowiedziała Liz o ich spotkaniach dosyć obszernie. Nie pominęła też tego, że kolana jej miękną przy każdym kolejnym pocałunku.
- Hmm, powiem ci, że jestem pod wrażeniem – rzekła blondynka z aprobatą. – No i przede wszystkim dumna.
- Dzięki – wystawiła język Iwo.
- To kiedy się widzicie?
- W zasadzie to – spojrzała na zegarek, 11:02 – za jakieś 6 godzin.
- Romantyczna kolacja przy świecach? – dopytywała się Alice.
- Sama nie wiem, to ma być niespodzianka – dziewczyna upiła łyk kawy.
- Ooo – westchnęła Al . – Zrób się na bóstwo! Koniecznie!
- Zrobię co w mojej mocy.
Dziewczyny rozmawiały jeszcze kilka godzin, spacerowały po pobliskim parku.  Iwonie brakowało takich wypadów. Ostatnio żadna nie miała czasu, a dla nich tydzień bez siebie to męka.
Liz po spotkaniu odwiozła przyjaciółkę. Iwona weszła do środka, zdjęła buty i ruszyła w głąb domu. Usłyszała rozmowę.
Czyżby Adam wrócił? Pomyślała.
Pierwsza myśl jaka przeszła jej przez głowę, to pobiec do swojego pokoju, żeby im nie przeszkadzać, ale z drugiej strony chciała zamienić kilka zdań z facetem swojej mamy.
- Iwona? – usłyszała głos Adama.
- Tak, to ja – krzyknęła Iwo.
- Możesz pozwolić do salonu? – zapytał łagodnym głosem, którego jeszcze chyba nigdy nie użył.
- Ok? – odpowiedziała niepewnie.
- Mamy do ciebie pytanie – rzekła mama.
Iv usiadła obok niej na kanapie i złapała ją za rękę. Czekała na ciąg dalszy.
- Ok, ale już wszystko między wami w porządku? – zadała ostrożnie pytanie.
- Tak – odpowiedziała mama ze szczerym uśmiechem.
- Tak, koniec z tajemnicami i kłamstwami – zawtórował jej Adam z równym entuzjazmem w głosie.
- Cieszę się – odrzekła dziewczyna.
Mówiła to całkiem szczerze, bo mama znów tryskała. Ich relacja co prawda bardzo szybko wróciła do porządku, ale postanowiła zachować to dla siebie.
- Chciałem cię przeprosić – rzucił Adam.
- Mnie? – Iv nie kryła zaskoczenia.
- Za to w jaki sposób cię traktowałem i jak strasznie się do ciebie odnosiłem. Moje zachowanie było naprawdę koszmarne, nie miałem do tego prawa. Jesteś dorosła i nie moim zadaniem jest wychowywanie cię. Byłem chyba – przerwał – zazdrosny o mamę. Nie wiem dlaczego. Wiem, że zmarnowałem dużo czasu, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz i nasza relacja będzie normalna – jego słowa były autentyczne, widziała to po jego twarzy.
- To nie tylko twoja wina – odpowiedziała z lekkim uśmiechem. – Ja też nie zachowywałam się w stosunku do ciebie za grzecznie i kulturalnie. Więc przyjmuję przeprosiny i ja też przepraszam.
- Mam nadzieję, że to nie będzie dziwne – wymamrotał i przytulił Iwo.
- Trochę jest, ale może trzeba to przećwiczyć – odrzekła, roześmiała się i odwzajemniła uścisk.
- Czy ja śnię? – krzyknęła mama i podeszła do nich. – Rodzinny uścisk!
- Ale to już jest lekka przesada – rzekła dziewczyna i wycisnęła się spomiędzy nich. – Dobra, ale co to było za pytanie.
- Z tego co wiem mama już opowiedziała ci wszystko o tej sytuacji u Hannah – zaczął Adam.
- Tak.
- Więc wiesz też o mojej córce.
- Tyle co nic, ale owszem – odpowiedziała niepewnie Iv.
- Twoja mama poparła mój pomysł, ale chciałem też poznać twoje zdanie – mówił dalej.
- Adam, proszę cię, do rzeczy – ponagliła go, ale dla odmiany miłym głosem.
- Chciałbym, żeby Megan, tak ma na imię moja córeczka, z nami zamieszkała.
- Tutaj?
- Tutaj.
- Jestem jak najbardziej za! – uśmiechnęła się ciepło.
- Naprawdę? – niedowierzał mężczyzna.
- Myślałeś, że się nie zgodzę? Po tych wszystkich miłych słowach? – szturchnęła go w żebra. – A tak między nami, to nie miałabym nic przeciwko, nawet gdybyś nie był taki miły.
- Cieszę się, serio – znów ją objął. – To wiele dla mnie znaczy.
- Lubię uszczęśliwiać ludzi – rzuciła – ale za dużo tych czułości, nie sądzisz? Jeszcze chwila i zacznę do ciebie mówić „tato”.
- Chyba masz rację – zaśmiał się.
Iwona czuła się świetnie słysząc jego szczery śmiech. Miała nadzieję, że teraz już będzie normalnie, że nikt nie będzie się żarł, że może wreszcie choć trochę będą przypominać rodzinę.
- Koniec świata chyba jest blisko – zażartowała mama, ocierając łzy szczęścia.
- Jak się kłócimy to źle, jak się przytulamy też niedobrze – rzekł Adam i objął mamę.
- No dokładnie! – zawołała dziewczyna.
- Teraz jest wspaniale – powiedziała mama.
- No to co? Wreszcie będę miała siostrę? – uśmiechnęła się Iv i padła na fotel.
Rozmawiali przez jakiś czas, głównie o Megan. Kiedy przyjedzie itp. Adam dużo o niej opowiadał. W jego głosie było słychać czułość. Iwo wiedziała już, że ten facet działał u swojej siostry pod wpływem emocji, bo wypowiadał się o małej w taki sposób, że nikt by nie powiedział, że może on ją skrzywdzić. W pewnej chwili zaczął dzwonić telefon.
- To mój – zakomunikowała Iwo. – Przepraszam, muszę odebrać – rzuciła i wyszła z salonu. – Halo?
- Miło słyszeć twój głos – powitał ją Kyle.
- Cześć, twój też.
- Pamiętasz o tym, że za 3 godziny będę po ciebie?
- Jak mogłabym zapomnieć – odpowiedziała dziewczyna. – Będę gotowa.
- Na czas? – zapytał drocząc się.
- Na czas – obiecała.
- To do zobaczenia o 17:00, piękna – jego głos sprawiał, że po karku Iv przebiegały ciarki.
- Pa – pożegnała się i rozłączyła.
Wróciła do salonu. Razem z mamą i Adamem zamówili pizzę. Od śmierci taty Iwo w tym domu nie panowała taka atmosfera. Wszyscy się śmiali, rozmawiali i żartowali. Minęło ponad półtorej godziny i Iwona stwierdziła, że czas zacząć się szykować do wyjścia.
- Dzięki za pyszny obiad – uśmiechnęła się. – Idę się szykować i wychodzę, więc macie wieczór dla siebie. Cieszcie się nim, bo mało wam takich chwil „sam na sam” zostało – wystawiła język.
- A dokąd się wybierasz? – zapytała mama.
- Ee, jestem umówiona z Kylem, tym przystojniakiem.
- Oo, to zrób się na bóstwo – mrugnęła mama.
- Następna – mruknęła Iwo i wyszła do pokoju.
Zrzuciła z siebie spoconą sukienkę i resztę ubrań, po czym wzięła dosyć długi prysznic. Nie wiedziała jeszcze co ubrać, więc najpierw wysuszyła włosy. Po tym trwającym dwadzieścia minut zabiegu postanowiła wybrać ciuchy. Postawiła na szare rurki i czary top z nadrukiem i wyciętymi plecami. Z powrotem ruszyła do łazienki. Ubrała się i spojrzała na zegarek. 16:24. Zrobiła makijaż. Starała się bardziej niż zwykle zrobić równe kreski na powiekach i była zadowolona z efektu. Uprzątnęła jeszcze na toaletce i spojrzała w lustro. Uśmiechnęła się.

- Czy ten dzień może być jeszcze bardziej nieprzewidywalny? – zapytała sama siebie.

____________________________________________________________________________
Starałam się, naprawdę.
Miłego weekendu! x

środa, 12 marca 2014

Kochani!



Cześć!
Naprawdę przepraszam, że tyle czasu nie opublikowałam nic nowego, ale nie miałam internetu przez półtorej tygodnia.
Rozdział jest już prawie gotowy, postaram się go dodać jutro lub pojutrze.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba i okaże się wart tego czekania.
Pozdrawiam xx!


środa, 26 lutego 2014

Rozdział 7

Jechali do kawiarni. Dan prowadził, więc dziewczyny pozostawiły mu wybór miejsca i spokojnie czekały aż dojadą. Iwona miała dosyć  irytujących dźwięków dobiegających z radia oraz ciszy panującej w samochodzie. Wyjęła telefon z kieszeni, ale nie miała żadnych nowych wiadomości, więc schowała go do torebki.
Wyglądało na to, że jedynie Iv czuje się dziwnie, bo nikt się nie odzywał. Zrezygnowana zagłębiła się w fotelu i podziwiała widoki przez okno.
–      Jesteśmy! - rzekł Daniel po kilku minutach i zgasił silnik.
–      Nareszcie, umieram z głodu – rzuciła Iwo.
Wyszli z auta i ruszyli w stronę kafejki. Lokal był dosyć  mały, ale przytulny. Umiejscowiony na obrzeżach, z dala od głośnego centrum miasta. W środku panował cudowny klimat. Wystrój utrzymany był w stylu rodem z lat osiemdziesiątych. Było tam tak intymnie, jakby każdy był stałym klientem od lat, żadnych „intruzów”.
–      Mały Smith! – wykrzyknęła starsza kobieta zza lady i uśmiechnęła się serdecznie.
–      Dzień dobry, pani Green – przywitał się chłopak i kiwnął głową.
–      Siadajcie, siadajcie! - wskazała pani Green na stoły. - Zaraz do was podejdę.
Dan wybrał stolik w samym rogu sali.
–      Wybierajcie – rzucił i zaczął przeglądać menu. - Wszystko jest przepyszne.
Dziewczyny również rozpoczęły oglądanie kart dań. Po kilku minutach kobieta podeszła do nich.
–      Mogę spisać zamówienia? - zapytała z tym samym uśmiechem na ustach.
–      Poproszę jajka z bekonem – zaczął Smith – hmm, podwójną porcję, czarną kawę i jabłecznik.
–      Ja wezmę naleśniki z czekoladą i kawę latte – powiedziała Iwona.
–      Eee, a ja poproszę sałatkę z kurczakiem i bagietki serowe i herbatę zieloną – uśmiechnęła się Liz.
–      Dobrze – wymamrotała siwowłosa skrobiąc nazwy dań w notesie. - Zamówienia będą gotowe do 30 minut.
–      Mały Smith, ha? - zagadnęła Alice. - Kto to?
–      Długa i bardzo wstydliwa historia.
–      Och Danny, Danny – wystawiła mu język blondynka. – Biedna kobieta. Szkoda mi jej jeżeli to jakaś twoja była niania i musiała słuchać twoich lamentów i jęków „Gdzie jest moja mama?! Ja chcę do mamy!” - zaczęła się śmiać i go przedrzeźniać.
–      A ty Al? Przerzucasz się na zieleninę? – rzuciła Iwo widząc trochę zmieszanego Dana.
–      Trzeba trzymać linię, no nie?
–      Tak – uśmiechnęła się przebiegle. – Tylko mam nadzieję, że nie zaczniesz się odchudzać dla swojego nowego chłopaka. Uwielbia cię taką, jaką jesteś.
–      O nie! - zaczerwieniła się Liz widząc zaciekawienie w oczach swojego kuzyna. - To. Było. Okropne. - syknęła.
–      Uczę się od mistrzów – Iv puściła do przyjaciółki oko. - Pamiętaj, że cię kocham.
–      Ok, ok, nieważne – machnęła ręką. - Idzie jedzonko!
–      Taak! – Daniel od razu się wyprostował, a jego twarz rozpromieniła.
Zaczęli pałaszować. Iwona przyznała w myślach Danowi rację, jedzenie było wyborne. Była pewna, że to nie ostatni raz kiedy tu siedziała. Uwielbiała takie miejsca. Nie było tam ani wrzeszczących małolatów, ani głośno i długo rozmawiających przez telefon biznesmenów, którzy zakłócali spokój.
- Mm, pyszności! - powiedział niezrozumiale z pełnymi ustami niebieskooki.
Alice zaczęła kiwać głową z aprobatą.
–      Danny, co jak co, ale gdzie można dobrze zjeść, to ty wiesz  – rzekła dziewczyna przełykając kolejne kęsy swojej zieleniny.
–      Widzisz, nawet trawę mają świetną – mrugnął do swojej kuzynki.
Jedli przez kilka minut w ciszy i spokoju. Po prostu delektowali się pysznym śniadaniem. W tej chwili Iv nie czuła się niezręcznie. Cieszyła się swoimi naleśnikami w dobrym towarzystwie, słowa były zbędne.
–      Czy wszystko wam smakuje? Donieść coś? - do ich stolika podeszła pani Green.
–      Jest wyśmienite, jak zawsze – uśmiechnął się uroczo Daniel.
–      Tak, wszystko jest genialne – zawtórowała mu Iv. - Poproszę jeszcze ciasto, specjalność lokalu – również posłała kobiecie uprzejmy uśmiech.
–      Już się robi! - rzuciła i odeszła.
–      Mm, kochani – Al podniosła wzrok znad telefonu. - Muszę uciekać, jestem umówiona.
–      Ok, podwieźć cię gdzieś? - zapytał Smith.
–      Nie, ale dziękuję – odpowiedziała. - Smacznego. Pa!
Iwo patrzyła jak blondynka wybiega z entuzjazmem z kawiarni. Machając im wsiadła do jakiegoś samochodu.
–      Ciekawe gdzie poleciała – Dan wiódł wzrokiem za odjeżdżającą kuzynką.
–      Chyba wiem – powiedziała wyrwana z zamyślenia Iwona.
Smith patrzył na nią wyczekująco, ale nie doczekał się odpowiedzi. Dziewczyna nie wiedziała, czy Lizzy chciałaby, żeby jej kuzyn wiedział o wszystkim, poza tym sama nie do końca wiedziała jak to wygląda. Domyślała się, ale wolała poczekać na resztę wyjaśnień od swojej przyjaciółki.
Specjalnością lokalu okazał się sernik, który tak smakował Iv, że delektowała się nim przez blisko 15 minut. Dokończyli jeść, podziękowali i wyszli.
–      Jedziemy jeszcze gdzieś? - zaproponował niebieskooki. - Mam wolny dzień, miałem go spędzić z Alice, ale ona się zmyła. W domu nikogo nie ma i… Sama rozumiesz.
–      W sumie to nie mam żadnych planów, więc czemu nie? – uśmiechnęła się.
–      To gdzie jedziemy?
–      Hmm – zaczęła się zastanawiać Iwo. - Zależy. Chcesz pozwiedzać, połazić, czy posiedzieć.
–      Wiesz, nie mam nic zaplanowanego.
–      Dobra, to możemy po prostu się powłóczyć, potem zobaczymy – wzruszyła ramionami.
–      Ok – Dan obdarzył ją swoim najpiękniejszym uśmiechem.
Wsiedli do auta i ruszyli przed siebie. Zaczęli się zastanawiać gdzie spędzą dzień. Padło wiele miejsc, ale przy każdym było jakieś „ale”.
- Wiem! – wykrzyknął Smith.
- Wow, może wreszcie jakiś dobry pomysł – powiedziała zrezygnowana.
- Kręgle!
- O! Genialnyh pomysł, naprawdę! – Iv klasnęła w ręce. – Znam nawet kręgielnie, gdzie jest mały tłok.
- Jeszcze lepiej – rzekł niebieskooki.
Dojechali na miejsce. 2 razy zabłądzili, ale żadne się nie zdenerwowało, oboje się z tego śmiali.
Ludzi rzeczywiście było tam niewiele. Wystrój, jak to na kręgielni. Kilka torów, czerwone kanapy i małe stoliki.
Właściciel był przyjacielem ojca Iwony, często go widywała. Przychodził na grilla, obiady, czy inne spotkania rodzinne. On i jej tata byli bardzo blisko.
Pan Caroll był prawie sześćdziesięcioletnim wdowcem, jego żona umarła 15 lat wcześniej. Miał jednego syna, który mieszkał w Nowym Yorku, dlatego rzadko się z nim widywał.
- Dzień dobry, Iwo – przywitał się mężczyzna z entuzjazmem i przytulił dziewczynę. – Twój nowy chłopak?
- Dzień dobry – uśmiechnął się nieśmiało Dan.
- No chłopcze, pamiętaj, że to ja zostałem wyznaczony przez ojca tej oto pięknej młodej damy – pan Caroll wskazał na Iv – do skopania tyłka każdego kto ośmieli się ją skrzywdzić.
- To właściwie tylko mój kolega, więc bez obaw – wyjaśniła sytuację umierająca ze wstydu dziewczyna.
- Miło pana poznać, nazywam się Daniel Smith – przedstawił się i podał mężczyźnie rękę.
- Mi również, możesz mi mówić Sam – ujął dłoń chłopaka.
Iwona jeszcze przez chwilę rozmawiała z właścicielem. Pytała jak mu się żyje i zaprosiła go na grilla.
Po krótkiej pogawędce ona i niebieskooki wzięli buty do gry i ruszyli w stronę jednego z torów.
- Bardzo miły facet – zagadnął Dan.
- Tak.
Zaczęli grać. Iwonie szło świetnie, mimo że bardzo długo nie miała do czynienia z kręglami. Smith z kolei nie dawał rady. Biegał jak pokraka, z czego dziewczyna po cichu się śmiała, jednak wyglądał tak uroczo, że nie miała serca z niego szydzić. Bawili się cudownie dużo rozmawiali, Iv polubiła go jeszcze bardziej, jeżeli to w ogóle możliwe. Zamówili pizzę i colę, usiedli przy stole i zaczęli wsuwać.
- Właściwie – Daniel przełknął kęs – czemu „Iwona”? To nietutejsze imię.
- Mój tata był z Ukrainy i uparł się na to imię, a mama się zgodziła.
- Był z Ukrainy? – powtórzył.
- Tak, umarł kilka miesięcy temu – uśmiechnęła się smutno.
- Przykro mi.
- Daję radę, ale nie chcę o tym rozmawiać.
Jedli przez chwilę w ciszy.
- Podoba mi się – powiedział. – Iwona – powtórzył sobie jeszcze kilka razy. – Naprawdę ładne.
- Taa – wystawiła język.
- A skąd jest twoja mama?
- Stąd.
- A nazwisko masz po mamie czy tacie?
- Po tacie – odpowiedziała. – Dimitrova.
- Ślicznie brzmi w twoich ustach – mrugnął do niej.
- Zasypujesz mnie pytaniami, to teraz ty opowiedz coś o sobie – wyszczerzyła zęby, poprawiła się na fotelu i czekała.
- Hmm, nazywam się Dan Smith, mam jakieś 186cm wzrostu, wielkie stopy, kocham słodycze – oczy mu się zaświeciły – o tak, za słodycze oddałbym życie. Jestem z Anglii, tak jak moi rodzice. To chyba tyle.
- Na razie wystarczy – wystawiła język.
Dokończyli jeść. Pochłonęli całą pizzę, mimo że chyba żadne z nich nie było głodne. Po posiłku wrócili do gry.
- Taaaak! – wykrzyknęła dziewczyna, kiedy wygrała ostatnią kolejkę.
- Patrzcie na mistrza! – niebieskooki również krzyknął i wskazywał na nią rękoma, podbiegł do niej, wziął ją na ręce i zaczął się kręcić w kółko.
Iwo  bardzo się śmiała
Oddali buty, po długiej kłótni, Dan zapłacił.
- Wiszę ci jakieś piwo – powiedziała Iwona, kiedy już byli w samochodzie.
- Nie przesadzaj – rzucił chłopak.
- Po prostu nie lubię gdy ktoś za mnie płaci.
- Co w tym złego? – zdziwił się Dan. Poświęciłaś mi prawie cały dzień, przynajmniej tyle mogłem zrobić.
- Po pierwsze, nie ma w tym nic złego, tylko nie lubię się czuć od kogoś zależna, a po drugie, gdybym nie chciała z tobą spędzać czasu, to bym odmówiła – szturchnęła go w żebra.
- Ok, ok – uśmiechnął się.
- Ale jestem zmęczona – ziewnęła Iwo.
- Już cię wiozę do domu. Nie zasypiaj – klepnął ją lekko w udo.
- Nie zasnę, obiecuję.
- Tylko mi przypomnij drogę, bo nie chcemy znowu zabłądzić.
Dan odwiózł ją do domu, tak jak obiecał. Przytulili się na pożegnanie. Chłopak podziękował jej jeszcze raz, że poświęciła mu tyle czasu i odjechał. Iv ruszyła w stronę posesji, już miała złapać za klamkę, kiedy drzwi same się otworzyły.
- Co to za chłopak? – powitała ją sucho mama.
- Ciebie też miło widzieć – uśmiechnęła się ironicznie.
- Zostawiam cię na 2 dni samą w domu,  a tu jakiś obcy facet odwozi cię do domu.
- Tak, czuję się świetnie, dzięki, że pytasz. Urodziny też minęły mi cudownie. A co u ciebie? – nadal mówiąc sarkastycznie weszła do środka i rozebrała się. – To był kuzyn Alice. Jest bardzo w porządku. Byliśmy na kręglach. Zaprosiłam pana Carolla na piątkowego grilla, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.
Zdenerwowana poszła do swojego pokoju i trzasnęła drzwiami. Włączyła muzykę i położyła się na łóżku. Wyjęła z torebki telefon i uśmiechnęła się na widok wiadomości od Kyle’a.


Cześć!
Mam nadzieję, że nie masz na jutro żadnych planów.
Kyle



Masz szczęście, planów na jutro brak J._
Iwo


Wystukała odpowiedź i ruszyła do łazienki.
Zmyła makijaż i, po całym dniu dosyć intensywnego ruchu, przynajmniej jak na nią, wzięła szybki prysznic. Wróciła do pokoju i wyjęła z szafy luźne szorty i T-shirt z logiem zespołu The Neighbourhood. Założyła na siebie wybrane ubrania, po czym zabrała się za sprzątanie.
Zanim zdążyła się zorientować było po 20, ale stwierdziła, że było warto zmarnować blisko 4 godziny na porządki. Pokój i łazienka wręcz lśniły, wszystko było estetycznie poukładane, nawet w szafach. Pozostało tylko odczekać kolejne 2 tygodnie do następnych „gruntownych porządków”.
Położyła się na łóżku i sprawdziła telefon. Kolejny SMS od Kyle’a.


To bądź gotowa o 17:00, tylko się nie spóźnij!
Kyle



Odpisała tylko „OK :P” i włączyła telewizor.
Prawie przysypiała, kiedy usłyszała pukanie do drzwi, więc krzyknęła „Proszę!”.
- Hej, mogę? – zapytała mama.
- Tak, wchodź – odpowiedziała i podciągnęła się na łóżku.
- Przepraszam, że tak do ciebie wyskoczyłam – uśmiechnęła się słabo.
- Nie ma za co, naprawdę – widząc swoją mamę z tym wyrazem twarzy Iwo po prostu nie potrafiła się na nią gniewać. – Coś się stało?
- Chyba pokłóciłam się z Adamem – mruknęła.
- Przykro mi – łzy cisnęły jej się do oczu za każdym razem, gdy kobieta, którą kochała najbardziej na świecie była smutna. – Wszystko wam się poukłada. Naprawdę, nie przejmuj się – przytuliła swoją mamę na pocieszenie. – Poza tym, kłótnie są normalne w związkach, tak? Dużo ludzi twierdzi, że są oznaką namiętności.
- Masz rację – zaśmiała się. – Tak czy owak, na dole czeka na ciebie jakiś przystojny młodzieniec – szturchnęła Iv w ramię. – Kolejny, którego nigdy nie widziałam.
- O nie! – dziewczyna aż podskoczyła. – Jak ja wyglądam.
- Jak naturalna piękność. Leć do niego, bo już trochę tam stoi.
Iwona szybko pobiegła do drzwi.
- Nie mogłem się doczekać, żeby cię zobaczyć – Kyle ją objął. – Wyglądasz pięknie – wyszeptał do ucha.
- Dziękuję – zarumieniła się.
- Nie ma za co, ja tylko mówię prawdę – mrugnął.
- Ze względu na to, że wyglądam niekorzystnie, możemy iść po prostu na tyły domu – uśmiechnęła się.
Rozmawiali przez dłuższy czas, brązowooki skradł Iwo kilka pocałunków. Dziewczyna czuła się wspaniale. Położyła się na kolanach Kyle’a i zasnęła, nawet nie wiedziała kiedy.
Chłopak wziął śpiącą Iwonę na ręce i wszedł do domu. Jej mama powiedziała mu, gdzie ma ją zanieść.
Położył ją na łóżku, przykrył kołdrą i oglądał przez kilka minut jak spała z błogim wyrazem twarzy. Uśmiechnął się, dał jej całusa w czoło, po czym zbiegł po schodach na dół, pożegnał się z mamą Iwo i odjechał do domu.

______________________________________________________________________________

Przepraszam, że tak rzadko dodaję rozdziały, ale uwierzcie, że nie mam kiedy.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie. 
Pozdrawiam xx




piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 6

  Iwona obudziła się i patrzyła w sufit. Wczoraj tylko się przebrała w jakiś stary T-shirt oraz spodenki i walnęła się na łóżko w swoim pokoju. Teraz leżała z szerokim uśmiechem na twarzy. Chciała tańczyć, śpiewać. Była przepełniona pozytywną energią. Spotkanie z Kylem sprawiło, że czuła się aż nadmiar szczęśliwa. Pocałunek.
Kiedy myślała o chwili, gdy ich usta się złączyły znowu czuła motylki w brzuchu. To był najbardziej namiętny a zarazem najdelikatniejszy pocałunek w jej życiu.
Wygramoliła się z pościeli, przeciągnęła się i podeszła do wieży na komodzie. Włożyła do odtwarzacza płytę swojego ulubionego rapera – MGK i kliknęła "PLAY". Muzk ten był jej dobrym przyjacielem. Patrząc na ten krążek nie mogła uwierzyć, że zna go osobiście. To było naprawdę cudowne uczucie wiedzieć, że jest się kimś ważnym dla swojego idola. Pamiętała jak 3 lata wcześniej była na jego koncercie w jakimś klubie, stała w drugim rzędzie, bawiła się jak nigdy. Kiedy Colson rzucał się ze sceny w tłum, niefortunnie upadł na Iv, przez co ta złamała rękę. Poczucie winy kazało mu odwiedzić ją w szpitalu i tak zaczęła się ich znajomość.
Słuchając muzyki i skacząc jak dziecko udała się do łazienki. Spojrzała w lustro i pomyślała, że tysiące ludzi chciałoby by być na jej miejscu. Coś było na rzeczy między nią, a Kylem Simmonsem, znała osobiście Kelly’ego, mieszkała w pięknym domu w Los Angeles, miała studia, o dorywczą pracę też nie było trudno, no i przede wszystkim miała kochającą mamę, za którą oddałaby to wszystko.
Wzięła prysznic, ubrała się w zwiewną sukienkę o kolorze koralowego pomarańczu, zrobiła delikatny makijaż i zeszła do kuchni. Wstawiła wodę na kawę i usiadła na blacie. Pomyślała, że wypadałoby zadzwonić do mamy. Zaczęła poszukiwania telefonu. Przez te emocje nie dokońca pamiętała jak i kiedy znalazła się w łóżku, a co dopiero, gdzie rzuciła torebkę. Przeczesała wszystkie pomieszczenia w całym domu, dopiero w łazience, w koszu na pranie znalazła swoją torbę, a w niej telefon.
Zbiegła z powrotem do kuchni, zalała proszek i w oczekiwaniu na zaparzenie się napoju przeglądała telefon. Miała 5 wiadomości, więc zaczęła je odczytywać.


U mnie wszystko w jak najlepszym porządku, tylko głowa tak strasznie boli... ;-)
(chyba tak, Twoja przyjaciółka wydaje się być bardzo nierozważna)
Dan


Iwona uśmiechnęła się na widok pierwszej wiadomości.


To był bardzo miły wieczór.
Chciałbym Cię jeszcze zobaczyć.
Kyle


Poczuła znowu jak jej wnętrzności wywracają się w brzuchu o 360 stopni, a włoski na karku się jeżą. Przygryzła wargę i pomyślała, że czuje się jak dziewczynka, która umiera ze szczęścia kiedy jej chłopak powie do niej „Cześć.” przy kolegach, albo chociaż się do niej uśmiechnie.


MUSIMY SIĘ SPOTKAĆ.
POTRZEBUJĘ TWOJEJ RADY.
Al


Przeczytała SMSa od Alice i od razu do niej zadzwoniła.
- Wreszcie jakiś znak życia! - odebrała po pierwszym sygnale.
- Byłam... zajęta – odpowiedziała Iv i uśmiechnęła się sama do siebie.
- Dobra, nie ważne. Jesteś w domu?
- Tak – rzekła Iwona z zawahaniem. - A co?
- Będę za 15 minut, błagam powiedz, że jesteś sama.
- Tak, tak – odpowiedziała dziewczyna. - Przylecisz odrzutowcem? Mam rozkładać pas startowy na dachu?
- Nie żartuj. Jesteśmy w okolicy. Kończę, pa!
- My? - zapytała zdziwiona, ale Al zdąrzyła się rozłączyć.
Iwo posłodziła i dodała mleka do kawy cały czas zastanawiając się o co chodzi Alice. Upiła łyk parującego napoju i dokończyła odczytywać wiadomości.


Żyjesz?
Dan


Odpisała Danielowi „Tak :P.” i wysłała.


Będziemy z Adamem wieczorem.
Jeżeli zrobiłaś jakąś imprezę, to posprzątaj ;-)
Mama


Wystukała na klawiaturze „OK. :)” i posłała mamie odpowiedź.
Wzięła kubek oraz telefon i poszła do salonu. Zasiadła na kanapie i włączyła telewizor. Pobiegła do pokoju, żeby wyłączyć muzykę, po czym znów usadowiła się przed odbiornikiem.
Nie mogła się doczekać przyjazdu Liz. Popijała kawę i za każdym razem, gdy słyszała dźwięk silnika spoglądała przez okno.
Kiedy wreszcie usłyszała pukanie od razu poderwała się na równe nogi i pobiegła do drzwi.
- Cześć! - krzyknął Dan.
- Heeej – odpowiedziała zdezorientowana Iwona i pomachała wolno przybyszom. - Wchodźcie. Lizzy, do salonu, OK?
- Tak – odrzekła blondynka zdecydowanie.
- Dowiem się o co w ogóle chodzi? - zapytała Iwo przyjaciółkę.
- Chwila – uspokoiła ją dziewczyna.- Dan. Na kanapę.
- Ale...
- Już – zarządziła i zaczęła grzebać w torebce.
Niebieskooki ze spuszczoną głową wykonał zalecenie kuzynki. Znów wyglądał jak mały chłopczyk, któremu ktoś przebił balon.
- Masz – Alice rzuciła chłopakowi 2 paczki żelków. - Czuj się jak u siebie – powiedziała i ruszyła na górę po schodach.
- Gdzieś tam leży pilot – uśmiechnęła się Iv. - Na kanale 76 leci Disney Chanel, jak coś – wystawiła język, po czym ruszyła za Al.
- Haha – udawał urażonego, ale skorzystał z propozycji.
Dziewczyny weszły do pokoju i usiadły na łóżku. Iwona patrzyła wyczekująco na blondynkę.
- Więęęęc? - ponagliła.
- Wczoraj... - zaczęła blondynka. - Pamiętasz jak mówiłam wczoraj, że muszę być świeża, pachnąca i tak dalej?
- Taak – odpowiedziała tonem domagających się więcej.
- No. Miałam na myśli, że muszę się ogarnąć na spotkanie.
Iwo spojrzała na nią wzorkiem mówiącym „No co ty nie powiesz?”.
- Z Mattem – wydukała i zaczęła bawić się palcami.
- No co ty?! - wkykrzyczała.
- Tak.
- Z tym Mattym?
- Tak.
- Z Mattym Ciepłą Kluchą?
- Tak!
Iwona zaczęła się głośno śmiać. Próbowała coś powiedzieć, ale nie mogła złapać oddechu. Liz zrobiła się cała czerwona, wzięła poduszkę i zaczęła nią bić Iwo, która zasłaniała się rękoma, ale od siły ciosów i tak spadła z łóżka. Podniosła się z podłogi i zaczęła uciekać dalej się śmiejąc.
- Zabiję cię! - krzyczała za nią Liz.
- Co się dzieję? - wydukał zdziwiony Dan z buzią pełną żelków.
- Naprawdę Smith? Naprawdę – zapytała Al, kiedy wbiegła do pokoju i zastała kuzyna oglądającego kanał dla dzieci. - Pamiętasz jak mówiłam, że czasem nie wstydzę się przyznać, że jesteśmy rodziną? - założyła ręce na biodra. - Cofam te słowa.
- Oj... – gubił się niebieskooki. - Nie miałem jak przełączyć.
Iwona nie chciała pogrążać chłopaka i przysparzać mu więcej wstydu, więc siadła na fotelu, gdzie uprzednio rzuciła pilot i uśmiechnęła się do Lizzy.
- Dobra dziewczyny – rzucił Daniel, podniósł się i otrzepał spodnie. - Mam ochotę na normalne śniadanie, jedziemy.
- OK! - pomysł spotkał się z entuzjazmem obu dziewczyn.
Iv pobiegła do pokoju, wrzuciła do czarnej torebki portfel, telefon i kilka innych rzeczy, zabrała skórzaną kurtkę i zbiegła do przyjaciół.
- W drogę! - zarządziła i uśmiechnęła się.